Wywiady
W naszych wędrówkach po firmach związanych z poligrafią i niekończących się poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o kondycję naszej branży w czasach kryzysu, zawitaliśmy do warszawskiego Avargrafu. Naszym rozmówcą był jej prezes Sławomir Kugaudo.
Czy ostatnie dwa lata kryzysu dotknęły firmę Avargraf?
W mojej opinii poradziliśmy sobie znacznie lepiej niż firmy dostarczające duże i bardzo drogie maszyny. Koszty ponoszone na zakup urządzeń dostępnych w naszej ofercie są na tyle umiarkowane, że część z drukarzy - tych, którzy wskutek kryzysu utracili możliwość inwestycji w najdroższe rozwiązania - mogło przeznaczyć środki na zakup mniejszego sprzętu o niższej wartości. Kryzysem tłumaczę również wzrost sprzedaży maszyn używanych. Czujemy się bezpiecznie, bo nawet w przypadku znaczącego spadku inwestycji w maszyny jesteśmy w stanie przetrwać dzięki sprzedaży materiałów do druku.
A jakie zmiany spowodowane kryzysem dostrzega Pan na polskim rynku?
Na pewno wzrosła liczba upadłości. Kryzys spowodował też "przewietrzenie" portfolio naszych klientów. Są dłużnicy, którym nie odważę się dostarczyć więcej maszyn czy materiałów. Wydaje się, że dzisiaj dostawca musi być bardziej ostrożny i działać z większą świadomością zagrożeń, które na niego czyhają.
Sami sobie gotujemy ten los… W pogoni za klientem drukarnie są skłonne ciąć ceny do granic rozsądku: pieniądze wystarczą na pokrywanie bieżących zobowiązań (kosztów prądu, zarobków pracowników itd.), ale nie pozwalają inwestować w wymianę sprzętu na nowocześniejszy. W efekcie firma się nie rozwija, a na dodatek psuje rynek, bo wyznacza dolną granicę ceny, którą może żądać zleceniodawca.
Gdy rozmawiam z drukarzami i słyszę, że robią coś poniżej kosztów, to zapala mi się w głowie czerwona lampka; wtedy wiem, że trzeba uciekać przed taką firmą. Jeśli ktoś nie zarabia, a de facto dokłada do interesu, to jego żywot rynkowy musi być krótki. Ja sam w trakcie niejednej negocjacji staję przed dylematem: czy sprzedać za wszelką cenę dla polepszenia bilansu handlowego? Ale nigdy tego nie robię. Pewnej granicy przekroczyć nie chcę i nie mogę. To byłoby nierozsądne z punktu widzenia interesu mojego, mojej rodziny i pracowników. Żeby to zrozumieć, nie trzeba kończyć wyższych szkół: wystarcza zdrowy rozsądek.
Czy zmiany na rynku dotyczą również technologii druku?
Z pewnością kryzys przyspieszył ewolucję druku, która i tak by się dokonała, ale w dłuższym okresie. Cóż, nie ma zapotrzebowania na druki w takich nakładach, jakie wcześniej produkowaliśmy. Nie jest żadną tajemnicą, że spada rola książki i prasy; widać to choćby po kurczących się czasopismach czy gazetach. Jeszcze kilka lat temu dzienniki miały po kilkadziesiąt stron objętości, podczas gdy dzisiaj ledwie kilkanaście. Odbija się to oczywiście na drukarniach.
Media elektroniczne niszczą tradycyjny rynek wydawniczy?
Moim zdaniem opinie na temat roli Internetu i mediów cyfrowych w kurczeniu się rynku poligraficznego są mocno przesadzone. Powód spadku nakładów jest bardziej prozaiczny: wiele firm jest zmuszonych do wprowadzania oszczędności i nie decyduje się na zamieszczanie megareklam, które w wielu gazetach zajmowały wcześniej całe strony albo specjalne wkładki. Budżety są niższe, reklamy skromniejsze, a w efekcie prasa chudnie.
Czy jednak zastępowanie przez poligrafów tradycyjnej papierowej reklamy elektronicznymi e-mailami nie jest przejawem krótkowzroczności? Co może pomyśleć klient, którego do zakupu papieru producent zachęca przez Internet? I jeszcze przekonuje, by tej reklamy nie drukować ze względów ekologicznych.
Łatwość pozyskania oraz rozsyłania poczty elektronicznej stanowi pokusę nie do odparcia. To medium bardzo proste w obsłudze, niezastąpione pod względem personalizacji przekazu i tworzenia atrakcyjnych treści - ograniczeniem jest wyłącznie pomysłowość autora. W dodatku zapewnia łatwą archiwizację i szybkie wyszukiwanie nawet starych wiadomości. Z drugiej strony ta łatwość tworzenia i przesyłania zachęca do mnożenia zbędnych informacji (dlatego mówimy o zalewie informacji elektronicznych), a tym samym dewaluacji ich wartości. Ale choć może nam się to nie podobać, to odwrotu od społeczeństwa internetowego już nie ma.
Podobnie jak nie da się już zahamować rosnącej popularności e-książek czy e-prasy. Czytelnik docenia łatwy dostęp do informacji, a wydawca redukcję kosztów produkcji, bo przecież plik z książką czy gazetą odbiorca odtwarza na swoim własnym czytniku. Do tego dochodzą korzyści ekologiczne. Z drugiej strony pamiętajmy, że to medium też ma swoje wady. Jak żartobliwie skomentował mój znajomy: wolę gazetę, bo mogę nią zabić muchę. Ale na poważnie: proszę spróbować przeczytać czasopismo w wersji elektronicznej na monitorze telefonu komórkowego. Nawet dla osób o sokolim wzroku może to być nie lada wyzwanie. Papierową wersję gazety możemy przekartkować w dwie minuty, by zorientować się, jakie treści nas w niej interesują - na czytniku jest to niemożliwe. Dlatego uważam, że wydawców czeka jeszcze dużo pracy nad dostosowaniem sposobu prezentacji treści do możliwości telefonów czy tabletów tak, by nie straciły wartości posiadanej przez wersje papierowe.
Podobną ewolucję przechodzi druk: rośnie liczba drukarni cyfrowych…
Trochę zachłysnęliśmy się drukiem cyfrowym i dlatego nie jesteśmy całkiem obiektywni przy wyliczaniu jego kosztów. Trzeba pamiętać, że w miarę, jak będzie on wkraczał na obszary zarezerwowane dotychczas dla offsetu - czyli średnie i wysokie nakłady - jego opłacalność będzie maleć. Ale oczywiście obecny trend - kupowanie maszyn cyfrowych przez drukarnie offsetowe - jest godny pochwały ze względu na łatwość obsługi klienta i dostosowania parku maszynowego do rodzaju zlecenia.
Czy w Avargrafie nastąpiły jakieś zmiany w ostatnich dwóch latach?
Żadnych istotnych nie było. Z tych bardziej znaczących wspomnę rezygnację z usług jednego z naszych dotychczasowych dostawców, na którego miejsce wprowadziliśmy inną firmę. Jeśli dochodziło do jakichkolwiek zmian w asortymencie, to wynikały one wyłącznie z wewnętrznych działań producentów, którzy wskutek zawirowań na rynku zmieniali nieco profil swojej produkcji.
A czego możemy się spodziewać po nadchodzących miesiącach?
W skali miesięcy nie nastąpi raczej nic spektakularnego. Przedsiębiorstwa poligraficzne nauczyły się ostrożnego wydawania niższych niż kiedyś budżetów i wiele z nich radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Z rozmów z drukarzami wynika również, że dobra koniunktura wraca do branży. Drukarnie - zwłaszcza małe i średnie - wydłużają czas pracy, a mimo to nie są w stanie przyjmować kolejnych zleceń; to oznacza, że jest lepiej.
Byłoby jeszcze korzystniej, gdyby te nieduże firmy głębiej wzięły sobie do serca starą prawdę: "reklama dźwignią handlu". Dzisiaj nie wystarczy biernie czekać na klienta; najlepiej radzą sobie te drukarnie, które mają własne działy handlowe i profesjonalnie prowadzoną obsługę klienta.
Myślę, że bardzo istotny jest w tym przypadku nadzór właścicielski. Ci przedsiębiorcy, którzy oprócz prowadzenia działalności poligraficznej próbują swoich sił również w innych sektorach przemysłu, czasami na tym tracą. Nie angażują się bowiem w wystarczającym stopniu w pilnowanie drukarni, w utrzymywanie kontaktów z klientami. Ci, którzy to robią, zbierają owoce swej zapobiegliwości i mają tak wiele zamówień, że nie są w stanie ich przerobić.
Wracając do pytania o przyszłość: czy rynek powróci do przedkryzysowej normalności?
Trudno to ocenić. Część ekonomistów straszy kolejnymi "chudymi latami" recesji, choć może nieco mniej bolesnymi, za to inni mówią o wyraźnym trendzie wzrostowym na rynkach ościennych, co dobrze rokuje dla naszej gospodarki. Słyszymy obie opinie i chyba sami musimy sobie odpowiedzieć, którym bardziej wierzymy, i w zgodzie z własnym sumieniem podejmować decyzje biznesowe.
Czy poligrafia ma szansę na dalszy rozwój?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno nasza branża nie zniknie tak szybko, jak niektórzy to sobie wyobrażają. Być może niektóre produkty poligraficzne staną się rzadsze i bardziej ekskluzywne, np. książki. Zmianie wolumenu ilościowego nie będzie jednak towarzyszyć spadek ich wartości, bo przy ograniczonej podaży można spodziewać się rosnącego popytu. Pięknie wydana książka może być jak zabytkowy samochód: atrakcyjnym prezentem (którym w ostatnich latach chyba powoli być przestaje).
Rozmawiał Mirosław Pawliński
Wyzwania 2012 - Zing
Miniony rok w polskiej poligrafii zakończył się, można powiedzieć, nie najgorszym wynikiem na tle krajów Europy Zachodniej. Mam na myśli zwłaszcza…
Wyzwania 2012 - Konica Minolta Business Solutions Polska
Wyzwania dla przemysłu poligraficznego nie są mniejsze niż dla całej gospodarki, w szczególności, gdy obserwujemy klientów migrujących z papierowego…
Wyzwania 2012 - Infosystems SA
Rok 2012 będzie dla polskiej poligrafii z pewnością rokiem wielu ambitnych i rozwojowych wyzwań. Nie tylko z racji zmieniającej się sytuacji gospodarczej,…
Wyzwania 2012 - DKS
Na początku roku spora grupa poligrafów zgodnie zadaje sobie pytanie: czy, i na ile zmieni się obraz poligrafii po majowych targach drupa. Oczekujemy,…
Wyzwania 2012 - Black Point
Dla udziałowców alternatywnego rynku materiałów eksploatacyjnych do druku rok 2012, podobnie jak miniony, może okazać się sporym wyzwaniem. Cały…
Wyzwania 2012 - Antalis & Map
W nadchodzącym czasie polskiej poligrafii z pewnością nie zabraknie wyzwań, gdyż cała nasza gospodarka weszła w nowy rok z bagażem poważnych…
1 USD: 3,4460 | 1 EUR: 4,3576 | 1CHF: 3,6285
To jedna z wielu publikacji niemieckiego koncernu Heidelberg. Na łamach magazynu prezentowane są najnowsze technologie, trendy oraz osoby, które odniosły…
Podziel się ze znajomymi: