Wywiady
Rodzinny biznes - A-Z Color zaczynała jak wiele innych firm na początku lat 90., gdy rodził się polski kapitalizm. Czyli od skoku na głęboką wodę bez gwarancji wypłynięcia na powierzchnię. Tej firmie się udało, a my namówiliśmy Andrzeja Zecera - założyciela i właściciela drukarni - na wspominki oraz kilka słów oceny obecnej sytuacji w druku fleksograficznym.
Panie Andrzeju, na początek rys historyczny. Kiedy i w jakich okolicznościach powstała firma A-Z Color?
A-Z Color powstała w marcu 1992 r. Początki nie były łatwe. Pierwszą maszynę - jednokolorową fleksograficzną KDO - kupiłem w Inter Commerce na kredyt dzięki wsparciu całej rodziny. Nie miałem wtedy pojęcia o fleksografii! Z pomocą żony Elżbiety, która zajęła się zaopatrzeniem, jakoś pociągnęliśmy ten biznes. To ona była od początku motorem napędowym firmy. O charakterze żony najlepiej świadczy jeden incydent: gdy w Inter Commerce, w którym zaopatrywaliśmy się w materiały poligraficzne, zabrakło żółtej farby, pojechała do nieznanej nam wtedy drukarni WDH i namówiła Mirosława Szczęsnego, by podzielił się z nami swoim zapasem.
Naszym pierwszym klientem były Zakłady Mięsne Ostrołęka; drukowaliśmy dla nich po pół miliona etykiet miesięcznie na pakowane wędliny plasterkowe. Z czasem biznes się rozruszał. Przeniosłem zakład do większej lokalizacji po wygraniu przetargu na wynajem pomieszczeń po małej poligrafii Wojewódzkiego Ośrodka Kultury. Rok po roku notowaliśmy 100-proc. przyrosty obrotów, pojawiali się nowi klienci. Przełomem był kontakt z warszawskim przedstawicielstwem firmy Medesa, producenta wag sklepowych z drukarkami termicznymi z Hiszpanii; zostałem tam głównym dostawcą materiałów eksploatacyjnych.
Zaczął Pan inwestować w park maszynowy. W drukarni pojawiły się maszyny marki Nilpeter.
Jak długo da się drukować na jednokolorowej maszynie? Firma zaczęła tracić zamówienia, bo miała zbyt słabe możliwości technologiczne. Wtedy odwiedził nas człowiek z Nilpetera i namówił na zakup. Zawsze uważałem produkty tej firmy za wzór w druku etykiet z wąskiej wstęgi. Jednak przez rok użytkowania maszyny na gwarancji mieliśmy problemy: urządzenie drukowało jak chciało - raz doskonale, kiedy indziej fatalnie. Dopiero przetarcie jednego z wałków papierem ściernym naprawiło problem i maszyna pracuje po dziś dzień bez poważnych usterek. Jeszcze teraz mam chętnych na jej odkupienie.
Firma zyskiwała nowe zlecenia, więc zwiększyłem liczbę zatrudnionych i kolejny raz zmieniłem siedzibę na większą (przeszło 1000 m2). Wstawiłem tam dwa Nilpetery i pomyślałem: minie trochę czasu, zanim zapełnię tę przestrzeń. Okazało się jednak, że bardzo szybko zaczęło brakować miejsca, bo do grona klientów dołączyły firmy Reckitt Benckiser i Avon, więc zaczęliśmy pracować na 4 zmiany i znowu zatrudniliśmy nowych ludzi.
Do obecnej lokalizacji przenieśliśmy się po kontroli Inspektorów Ochrony Środowiska, która wykazała, że nie mam pozwolenia na działalność poligraficzną w budynku, który zajmowałem. Wtedy podjęliśmy z żoną decyzję o kupnie dużej działki, wybudowaniu nowoczesnego zakładu z możliwością dalszej rozbudowy. W tej chwili jesteśmy właścicielami budynków o powierzchni około 3850 m2 (w których mieści się w pełni klimatyzowana powierzchnia biurowa, produkcyjna oraz magazyn). Myślimy przyszłościowo, bo w biznes zaangażowały się już moje dorosłe córki (na stanowiskach szefa produkcji oraz zastępcy kierownika marketingu, a za chwilę głównej księgowej) oraz zięciowie (jeden pracuje w A-Z Color jako główny technolog, drugi - prawnik z wykształcenia - także wspomaga nasz rozwój).
Jak zniósł pan otwarcie granic po wstąpieniu do Unii Europejskiej? Był czas, gdy drukarze byli na wagę złota, bo wielu z nich wyjechało na Zachód.
Przeżyliśmy wtedy wielki stres, wiele osób odeszło z dnia na dzień. Ledwie kilku znalazło pracę w swoim zawodzie, spora część szybko wróciła do Polski. Z tymi, którzy rozstali się z nami z klasą i pozostała na Zachodzie, nadal utrzymuję kontakt; chętnie odwiedzają nas przy okazji wizyt w kraju.
Wyniosłem naukę z tamtej lekcji: dobrze wyszkolona kadra poligraficzna jest na wagę złota. Dlatego byłem inicjatorem założenia przed dwoma laty na terenie miasta Technikum Poligraficznego, w którym uczą obie moje córki. Bacznie obserwują wyróżniających się uczniów i mam nadzieję, że dzięki temu już za parę lat w Ostrołęce nie będzie trudno o dobrego fachowca. Najlepsi absolwenci znajdą oczywiście zatrudnienie w moim zakładzie.
Jaki jest obecny profil działalności A-Z Color?
Wykonujemy przede wszystkim wysokoprzetworzone etykiety samoprzylepne, ale z powodu kryzysu nie jesteśmy wybredni i nie unikamy innych zleceń, do których realizacji nadają się nasze maszyny. Na przykład drukujemy folię OPP (głównie owijki na napoje). Od lutego posiadamy również własną linię do produkcji shrink-sleeve'ów.
Wspomniał Pan, że w kryzysie nie można być wybrednym. Czy to znaczy, że odczuwacie jego skutki?
Pierwsze oznaki problemów zauważyliśmy na początku 2008 r., gdy klienci zaczęli zmniejszać ilość zamówień i wydłużać terminy płatności. Musieliśmy ograniczyć zatrudnienie, zmniejszyło się obłożenie maszyn. Nie siedziałem jednak z założonymi rękami, tylko rozbudowywałem dział marketingu. Inną oznaką, że idzie gorsze, było wydłużenie terminów płatności za usługi przez klientów - w porównaniu z okresem sprzed kryzysu średnio o 2 tygodnie.
Ale kryzys miał nie tylko negatywne skutki. Pozbyliśmy się z bazy klientów firm, które i tak nie płaciły za zlecenia. Pojawiły się inne, które wcześniej były kompletnie nieczułe na nasze zabiegi, by nagle samoczynnie zainteresować się ofertą A-Z Color. W ten sposób uzupełniliśmy nasze portfolio o grupę bardzo prestiżowych firm - nie tylko w lokalnej, krajowej skali. Firm, dla których najważniejsze są jakość usługi i możliwości produkcyjne wykonawcy. A tego nam nie brakuje, bo w pewnym momencie zainwestowałem w sprzęt do produkcji wysokoprzetworzonych etykiet o szerokości wstęgi wystarczającej do znacznego skrócenia czasu realizacji zleceń.
Małe spostrzeżenie na marginesie: polski przedsiębiorca miałby dużo łatwiejsze życie, gdyby w Polsce wprowadzono wspólną europejską walutę zamiast złotego. Różnice kursowe są bardzo dotkliwe, a cen nie da się zmieniać z dnia na dzień. W dodatku przekonać przedsiębiorcę do zaakceptowania nowego cennika - to trudne zadanie.
Trwa XIII edycja programu "Przedsiębiorstwo Fair Play"
"Przedsiębiorstwo Fair Play" jest ogólnopolskim programem, w którym oceniane są wszystkie aspekty działalności firmy, sposób i styl prowadzenia…
Mały złam - duża wygoda
W kwietniu w drukarni Drukpol w Sulejówku rozpoczęła pracę pierwsza na polskim rynku falcerka Horizon AF 406A, dostarczona przez tyską Deryę. Drukpol,…
1 USD: 3,1170 | 1 EUR: 3,9494 | 1CHF: 3,0839
Poligrafia a ochrona środowiska
"Poligrafia a ochrona środowiska - Najlepsze dostępne techniki (BAT) w przemyśle poligraficznym" to raport INTERGRAFU oraz EGF, będący…